środa, 8 marca 2017

Mądra Mysz-mądre dziecko



Mądra Mysz to seria edukacyjnych książeczek dla dzieci, które są ciekawe świata i zadają wiele pytań, na które czasem trudno odpowiedzieć. Mój przedszkolak wprost uwielbia tą serię i zawzięcie kolekcjonuje kolejne tytuły. Książeczki nie są drogie, ich cena waha się w granicy 8 złotych, więc dla rodzica nie jest to wielki wydatek, a radość dziecka bezcenna. Dodam, że w kęckiej bibliotece jest ich bardzo wiele :)
Dla chłopców bardzo ciekawe są opowieści, w których w prosty, a zarazem interesujący sposób tłumaczone są tajniki różnych zawodów. Mamy opowieść o strażakach, policji, kolejarzu, pilocie, budowniczym i wiele innych. Jest też kilka książeczek o maszynach i pojazdach, co chłopcom podoba się szczególnie. Inna seria Mądrej Myszy opowiada o Maksie, który uczy się nowych zachowań i postaw. Maks wie, że nie rozmawia się z nieznajomymi, umie zachować się u dentysty czy zbudować piracką tratwę. Młody czytelnik jest zainteresowany jego przygodami i wówczas łatwiej potrafi wejść w nowe role. Może i on kiedyś pójdzie do stomatologa, zanocuje u dziadków czy zagra wspaniały mecz. Poznawanie nowych dla dziecka sytuacji poprzez kontakt z książką pozwoli mu pokonać lęk i napięcie. Wspólne czytanie i rozmowa o tym, co nowe i często budzące strach jest rodzajem treningu.
Dziewczynki polubią Zuzię, która ma wiele przygód i jest niesforną dziewczynką. W tej serii ukazało się około 30 tytułów. Ich forma jest podobna jak w przypadku opowieści o Maksie. Zuzia opiekuje się zwierzętami, uczy się baletu, idzie do zoo, szykuje kostium na bal przebierańców...
Polecam również stronę internetową http://www.madramysz.pl/, na której znaleźć można kilka zabaw z ulubionymi bohaterami, zgadywanki logiczne, kolorowanki i quizy. Nasza pociecha z pewnością się ucieszy. Polecam zatem całą seria Mądra Mysz.

O kobietach takich, jak my...



Santa Montefiore to ulubiona pisarka wielu kobiet. Moja również. Przez lata byłam członkiem klubu „Świat książki”, który jako pierwszy w Polsce wydawał powieści tej brytyjskiej pisarki.  Zaczytywałam się nimi dziesięć lat temu, chętnie sięgam po nie i dziś. Z niecierpliwością czekam na każdą kolejną książkę…



Z mnogości tytułów kilka ulubiłam sobie szczególnie. „Spotkajmy się pod drzewem Ombu” to debiutancka powieść Montefiore, która stała się światowym bestsellerem.  Nic dziwnego, bo historia zakazanej miłości wprost elektryzuje. Pełen emocji tekst, niesamowity klimat słonecznej Argentyny i pogłębione portrety psychologiczne bohaterów. Czyta się szybko, wzruszenia gwarantowane. Równie piękne są kolejne powieści- „Szkatułka z motylem”, „Sonata o niezapominajce”, „Jaskółka i koliber”. Każda niezwykle klimatyczna, świetnie osadzona w rzeczywistości, napisana potoczystym językiem. Bohaterki są kobietami z krwi i kości, często uwikłanymi w skompilowane relacje, pełne sprzeczności. To kobiety, które popełniają błędy, są niedoskonałe. Sanata Montefiore daje nam do tego prawo. Autorka daleka jest od gloryfikowania kobiecości. Pokazuje kobiety, które na co dzień borykają się z licznymi trudnościami, przeżywają małe i większe dramaty, cierpią. Bolesne lekcje są dla nich jednak niezwykle pouczające i wyciągają z nich wnioski. I nie ma tu mowy o szczęśliwym zakończeniu. Często powieści Montefiore kończą się wbrew naszym oczekiwaniom, pokazując, że każdy –każda z nas ma prawo wyboru i sama decyduje o swoim losie.
Obecnie na język polski przetłumaczonych jest czternaście powieści tej pisarki. Każda inna i niezwykle wciągająca. Każda o wyjątkowej kobiecie. Jeśli więc lubisz dobrą powieść obyczajową z wciągającą fabułą, Santa Montefiore może stać się również Twoją ulubioną pisarką.


 Wszystkie powieści dostępne w kęckiej bibliotece :)

Bibliografia:

sobota, 4 marca 2017

Skarpetkowe historie dla dzieci

Dziecięce skarpetki mają to do siebie, że znikają...W czeluściach szuflad, kosza na brudy i zakamarkach prali...Kto za tym stoi? Czyż to nie jakiś spisek? 😉
Temat idealny na pierwszą stronę w gazecie albo rozbudowaną, pełną zwrotów akcji opowieść-głównie dla dzieci.
Przygoda ze skarpetkami zaczęła się od ulubionych skarpet z wozem strażackim, nazwanych pieszczotliwe "uprzywilejowane". Przywilej ich  nie tkwił bynajmniej w rysunku, ale w czasie użytkowania. Nie wolno ich było zdejmować, o praniu nie wspominając. Z pomocą przyszła opowieść o ulubionych skarpetkach w delfiny z książki "Detektyw Pozytywka" Grzegorza Kasdepki. Te literackie skarpetki zniknęły nagle i niespodziewanie, trafiły do prania, wywołując ogromny żal ich właściciela. U nas było podobnie, obyło się jednak bez łez, a "uprzywilejowane" regularnie się piorą.
Od tej pory skarpetki są czymś w rodzaju light motive w  naszym kontakcie z książką. Nic więc dziwnego, że ulubionym potworem mojego dziecka  jest "Flusi. Skarpetkowy potwór. "W skarpetach mieszkać mogą właśnie takie kosmate, kolorowe i miłe stwory, które na dodatek potrafią nieźle nabroić.
Niegrzeczny jest również Kruk Skarpetka, bohater książeczek Neele Moost. Skarpetka bardzo się stara być miłym krukiem, jednak słabo mu to wychodzi. Najpierw kłóci się z kolegami, potem wszystkich przeprasza, uczy się czym jest zgoda, kompromis, wzajemna pomoc. Wymiar edukacyjny tych kilku opowiastek jest główną zaletą serii. Idealna dla przedszkolaków.
Absolutnym hitem w świecie skarpetek jest książka Justyny Bednarek "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek, pięciu lewych i pięciu prawych". Tutaj tajemnica znikających skarpet wyjaśnia się ostatecznie.Otóż znudzone ciągłym czekaniem na pranie, skarpetki wyskakują z kosza i korzystają z dziury pod pralką. Tamtędy ruszają w świat, robią zawrotną karierę w polityce, filmie, biznesie. Te skarpetki wreszcie żyją po swojemu i wybierają to, co dla nich najlepsze. Najpiękniejsza dla mnie jest opowieść o skarpetce, która została matką małych myszek i cała zamieniła się w przytulne gniazdo. Łapie za serce...Wszystkie opowieści są zabawne, pełne humoru,czyta się je lekko, a dzieci nie mogą doczekać się kolejnej historii.

W skarpetkach musi być coś wyjątkowego:)
Wszystkie skarpetkowe historie dostępne są w kęckim Oddziale dla dzieci.




piątek, 3 marca 2017

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety- o książkach białorsukiej noblistki



W 2015 roku laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie literatury została Swiatłana Aleksiejewicz, białoruska pisarka i dziennikarka, pisząca eseje i reportaże o tematyce wojennej. Historycy zarzucają jej głęboką ignorancje historyczną, stąd przyznanie autorce tak nobilitującej nagrody wielu rozczarowało.
Jak to zwykle bywa,  regułą przekory, wzrosło lawinowo zainteresowanie twórczością laureatki.  Autorka pisze o ludzkim upodleniu i nieszczęściu, jakie człowiekowi zgotowały wojna  i kilkadziesiąt lat komunizmu. Jej twórczość, zdradza bolesne doświadczenia życia w totalitaryzmie. Odkrywa niechlubne karty historii byłego Związku Radzieckiego, w skutek czego nie cieszy się autorytetem wśród białoruskiej władzy, ale co bardziej smuci  - nie uznaje jej też białoruska opozycja.
Należę do Polek, które wychowały się w okresie „władzy ludowej” i czytając jej książkę  „” nie doszukuję się w tekście polityki czy propagandy. Dla mnie jest to zapis wojny…kobiet. To one – Białorusinki, Rosjanki, Litwinki, Ukrainki z bronią w ręku, jako żołnierze zabijając i same ginąc w walce z hitlerowskimi najeźdźcami są bohaterkami książki. Wyrwane śmierci, cudem ocalałe, po cichu, po raz pierwszy wspominając bolesne doświadczenia, odblokowały swe wnętrze i pozwoliły ujść emocjom. To dla nich swego rodzaju katharsis, oczyszczenie z toksyn wojennej traumy. Nie ma w książce patetycznych komentarzy autorki, to my czytelnicy oczami wyobraźni widzimy  z czym przyszło się zmierzyć ówczesnemu pokoleniu…
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
Równie bolesną, zapadającą w pamięć książką o wojnie - obrazie ludzkiej obłudy i cierpieniu – są „Cynkowi chłopcy”. Autorka daje świadectwo, które obnaża bezsens i tragizm wojny w Afganistanie,  w której śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy młodych żołnierzy radzieckich. Ci co wracali nie byli bohaterami,  ale przegranymi – bez rąk, nóg, złudzeń, z niekończącymi się koszmarami. Wielu wróciło w cynkowych trumnach. Czytając ją, trudno uwierzyć w takie okrucieństwo człowieka, z tym, że jest to zdecydowanie inny aspekt człowieczeństwa, z dużą dawką niegodziwości, aż do granic absurdu. Chciałabym mieć nadzieję, że wszelkie bolesne doświadczenia, brak wsparcia ludzi, zdrady, osamotnienia, prześladowania, to tylko kwestia czasu, że świat się zmienia i po zmianach będzie innym światem – jak w fizyce gdzie obserwacja zmienia przedmiot obserwacji.

Dana S.

czwartek, 2 marca 2017

Jojo Moyes-Dziewczyna, którą kochałeś

Jojo Moyes jest w Polsce bardzo popularna, głównie za sprawą książki "Zanim się pojawiłeś" zekranizowanej w ubiegłym roku. Tej jeszcze nie czytałam, jeśli ktoś zna, jestem ciekawa opinii. Mnie zaintrygował opis jej najnowszej powieści "Dziewczyna, którą kochałeś". Kupiłam i przepadłam na kilka dni. Żałuję czasem, że nie mogę czytać całą dobę :)  Książkę czyta się z rumieńcem na twarzy, wciąga, intryguje.
Część pierwsza historii zaczyna się w czasie I wojny światowej w małym francuskim miasteczku, zajętym przez wojska niemieckie. Jest rok 1916. Sophie wraz z siostrą prowadzą mały hotel, w którym stołują się Niemcy. Ich uwagę przykuwa wyjątkowy obraz, który namalował mąż Sophie, uczeń samego Matisse'a. To portret małżonki nazwany "Dziewczyna, którą kochałeś". I właśnie wokół tego dzieła sztuki toczy się cała akcja książki. W pewnym momencie obraz znika ze ściany, wkrótce potem i jego właścicielka...
Część druga zaczyna się w czasach nam współczesnych, w Londynie, gdzie poznajemy Liv. To młoda kobieta, która niedawno straciła męża i jedyną pamiątką po nim jest właśnie ten nieszczęsny obraz, odkupiony od przypadkowej osoby podczas podróży poślubnej. Akcja zaczyna się zagęszczać, gdy Liv poznaje przypadkowo byłego policjanta, który specjalizuje się w odzyskiwaniu mienia ograbionego w czasie wojen. Jej obraz staje się nagle solą w oku wielu osób... Jak potoczą się losy tych dwóch bohaterek? Nie zdradzę. Niech to będzie zachęta do przeczytania

środa, 1 marca 2017

Sarah Jio. Historie, które łapią za serce.

Zdarza Ci się zapomnieć o otaczającym Cię świecie i zwyczajnie się zaczytać, kiedy książka jest wciągająca? A może wzruszają Cię losy bohaterów i często płaczesz jak bóbr, gdy dzieje się coś tragicznego? Ja mam tak bardzo często. Zwłaszcza, gdy czytam Sarah Jio. Kocham jej książki. Mam je wszystkie na półce, podsuwam koleżankom. Oddają po dwóch dniach z zapuchniętymi oczami. I nie jest to wina zapalenia spojówek. Książki Sarah Jio pochłoną Cię bez reszty.
Moją ulubioną jest "Jeżynowa zima". To porywająca historia z mroczną, rodzinną tajemnicą w tle. To opowieść o niepełnionej miłości i przebaczaniu, zbrodni, poświęceniu, sile macierzyńskich uczuć. Książka ta niesie również nadzieję, że nawet największa wyrwa w sercu kiedyś się zabliźni, po zimie zawsze nastaje wiosna. Atutem tej książki jest również porywająca narracja. Akcja toczy się w dwóch przestrzeniach czasowych, bohaterowie są pełni sprzeczności. Trudno przewidzieć rozstrzygnięcie wątków, bo zwrotów jest bardzo wiele. Przeczytasz jednym tchem!







Po przeczytaniu "Marcowych fiołków"miałam książkowego kaca, albo bardziej syndrom odstawienny :) Nie mogłam przez kilka dni zacząć nowej książki, bo ciągle tkwiłam w świecie Sarah Jio. Dlaczego? Tutaj mamy do czynienia z kolejną tajemnicą z przeszłości, głęboko skrywaną w zamykanych na kłódkę pamiętnikach. Okazuje się, że zagadka z przeszłości zaczyna mieć kolosalny wpływ na życie bohaterów w teraźniejszości. Wtedy nie ma już odwrotu. Trzeba wyznać prawdę...Tylko, że prawd jest tyle, ilu ludzi, a poskładanie całej historii w spójną całość zajmuje trochę czasu.
Niezwykle klimatyczna jest też powieść "Dom na jeziorze". Akcja toczy się w Seattle,dlatego skojarzenia z filmem "Bezsenność w Seattle" będą się nasuwały same. Znów mroczna przeszłość, tajemnica i toksyczna miłość odciskają piętno na bohaterkach. Będą musiały się one zmierzyć się ze swoimi demonami i odnaleźć bezpieczną przystań.

Polecam również pozostałe dwie przetłumaczone na język polski tytuły tej amerykańskiej autorki:  "Kameliowy ogród" i "Dom na plaży". Oczywiście wszystkie książki znajdziesz w kęckiej bibliotece:)



Coś dla dzieci- książka do zabawy

Każdy czytający rodzic pragnie zaszczepić u swoich dzieci nawyk czytania i zainteresować swoje pociechy czytaniem. Nie jest to wbrew pozorom wcale takie łatwe. W czasach mojego dzieciństwa bajek było niewiele, a ich szata graficzna była bardzo uboga. Mimo wszystko książka była wartością. Współcześnie, gdy i książek jest więcej i są niezwykle kolorowe, wielu pozycjom brakuje wartości. Wcale nie chodzi  mi o przekaz, morał, które książki ze sobą niosą. Mówiąc o wartości, mam na myśli zainteresowanie jakie wzbudzi ta pozycja u małego odbiorcy. Dla mnie książka jest warta zakupu, gdy dziecko chętnie po nią sięgnie, gdy będzie chciało wielokrotnie przeżywać przygody jej bohaterów. Takie są właśnie historyjki francuskiego grafika i ilustratora Herve Tullet. Ulubiona książka mojego syna to "Turlututu, a kuku to ja!". Pytam go dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Można nią potrząsać, bo sam autor do tego zachęca, można dmuchać, pstrykać, wciskać guziki, zgadywać, całować mamę w nos i jeszcze dostaje się za to cukierka. :) Brzmi ciekawie? Książki Tulleta są niczym zabawka. Można je czytać, przeglądać wielokrotnie. Mają charakter interaktywny, wciągają dzieci w świat bohaterów. Są pełne śmiesznych komend, bo ich celem jest głównie rozbawić, wywołać uśmiech. Nie są bynajmniej nafaszerowane elektroniką. Nie migoczą i nie świecą. Poruszają wyobraźnię. A o to chodzi najbardziej! Polecam !
"Kolory", "Naciśnij mnie", "Turlututu. A kuku to ja!", "Książka z dziurą" i wiele innych tytułów :)
Zajrzyj na stronę, aby wiedzieć więcej
http://www.empik.com/szukaj/produkt?author=Tullet+Herve

P.S. W kęckiej bibliotece również można znaleźć kilka tytułów tego autora.