wtorek, 14 listopada 2017

Serce z piernika


Właśnie odłożyłam na półkę najnowszą powieść Magdaleny Kordel, którą zawsze czytam z wielką przyjemnością i z wytęsknieniem czekam na jej kolejne książki. Jeśli nie znacie jej twórczości, czytając "Serce z piernika"z pewnością zaprzyjaźnicie się z jej stylem i będziecie chcieli więcej :) Pani Magdalena napisała powieść świąteczną, aczkolwiek w bardzo zawoalowany sposób. Daleko jej od kiczu i lamety anielskich włosów. Nie ma świątecznych reklam, zgiełku i bieganiny. Święta są jedynie tłem niezwykłych losów bohaterów. Książka przypomina stylem powieść Joanne Harris "Czekolada", jednak historia Magdaleny Kordel jest dużo bogatsza, głębsza, bardziej magiczna. Język, którym posługuje się autorka jest bardzo wysmakowany. Każde słowo jest ważne. Język tej książki jest pachnący, aromatyczny, rozgrzewający niczym imbirowa herbata. Słowa otulają niczym ciepły koc i działają na wyobraźnię. A sama historia wciąga i zaskakuje. Klementyna i jej "pogubiona" babka Agata to dwie silne kobiety, które odebrały bardzo bolesną lekcję od życia.  Klementyna wychowywała się bez matki, która porzuciła ją zaraz po urodzeniu. Lukę w jej sercu zapełniła babka. Ta z kolei przeżyła ogromną traumę. Podczas wojny odebrano jej ukochanego syna. To wydarzenie odcisnęło ogromne piętno na jej psychice i Agata zwyczajnie się "pogubiła". Opieka nad małą wnuczką zmusza ją jednak do twardego stąpania po ziemi. Wraz z wiekiem owo zagubienie jednak dochodzi do głosu, a opieka nad nią staje się uciążliwa i trudna. Wtedy, podczas pieczenia pierników, Klementyna wpada na szalony pomysł. Nie zastanawia się nad nim zbyt długo i postanawia odmienić życie swoich najbliższych. Przeprowadza się do Miasteczka...I tam w nieco magiczny sposób, przy pomocy nowo poznanych przyjaciół, świętego Antoniego i aromatycznych pierników wszystkie problemy rozwiązują się same. Przeszłość zostaje w końcu oswojona, a teraźniejszość wreszcie jawi się w jasnych barwach...Cuda się zdarzają...czasem wystarczy tylko ruszyć z miejsca. 
"Serce z piernika" to powieść słodko-gorzka, pełna tajemnic.Autorka przekonuje nas, że wszystko w życiu wymaga czasu. Tak jak z piernikiem, który kruszeje dopiero kilka dni po upieczeniu, tak i w życiu trzeba wykazać się cierpliwością i hartem ducha. Magdalena Kordel przypomina nam, że w celebrowaniu świąt nie liczą się drogie prezenty, wysprzątany dom czy dwunastu daniowa kolacja. Liczą się ludzie, z którymi siadamy do stołu, w nich jest magia świąt. 
Gorąco polecam.

czwartek, 2 listopada 2017

Pudełko z marzeniami

Uwielbiam święta, a właściwie czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Uwielbiam świąteczne  dekoracje, dom pachnący piernikiem i choinką. Uwielbiam świąteczne piosenki ( na czele  z Last Christmas :) I oczywiście uwielbiam świąteczne opowieści, bez nich święta nie byłyby tak cudowne. Książką Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego rozpoczęłam tegoroczny sezon świąteczny. Zaczęłam już początkiem listopada, akurat do wigilii zdążę przeczytać wszystkie nowości :)
"Pudełko z marzeniami" to prezent od autorów, którzy odwiedzili kęcką bibliotekę 29 października :)  Czytać zaczęłam niemal natychmiast i równie szybko skończyłam. "Pudełko..." jest dowcipne i pełne niespodzianek. Ucieszyłam się, że akcja rozgrywa się w Miasteczku, gdzie mieszka pani Wiesia, Tomek i Florian-bohaterowie "Pracowni dobrych myśli". I choć Miasteczko jest gdzieś na końcu świata, wiele się w nim dzieje. Głównie za sprawą barwnych bohaterów. Szczególnie wyrazisty jest Michał - jak się domyślam-bohater Alka. To prawdziwy facet, który twardo stąpa po ziemi. Poznajemy go w chwili kryzysu. Michał traci dorobek swojego życia. Jeden przyjaciel doprowadza go do bankructwa, drugi kradnie mu narzeczoną. Umiera również jego ciotka, która po śmierci rodziców, była jego jedyną rodziną. Michał zostaje zupełnie sam. Nie wie, co z sobą począć. Ciotka na łożu śmierci zdradza mu rodzinną tajemnicę i każe szukać skarbu pod starą kapliczką. A gdzie szukać kapliczki? Oczywiście w Miasteczku, w którym kiedyś mieszkała rodzina Michała. 
Bohaterka Magdaleny- Malwina to ciepła i dobroduszna istota. Wypada dość blado na tle swojej cynicznej i egoistycznej siostry Rozalii oraz pełnej werwy babci Janinki. Jednak to ona swoją wrażliwością i dobrocią zjedna sobie serca mieszkańców Miasteczka,  a prowadzona przez nią restauracja będzie pełna gości. 
Tytułowe pudełko z marzeniami pełniło kiedyś rolę skrzynki na zażalenia i skargi. Malwina znalazła je w piwnicy. Podobnie jak figurę, a właściwie kapliczkę św. Ekspedyta - orędownika spraw załatwianych w ostatniej chwili. Skrzynka znalazła się w w restauracji, na stole postawionym dokładnie nad kapliczką. Szybko okazuje się, że wrzucane do niej zapisane na skrawku papieru marzenia- spełniają się w magiczny sposób. Czyżby święty Ekspedyt miał taką wielką moc? Czy to może wiara czyni te cuda? A może stoi za tym ktoś inny? I co jeszcze znajduje się w piwnicy? 

Tajemnica goni tajemnicę. Humor niemalże w każdym zdaniu. Trudno się nie uśmiechnąć słysząc słowa pani Wiesi o fifi i internetach oraz jej przekomarzanki z babcią Janinką. W moim odczuciu to właśnie one są bohaterkami tej świątecznej opowieści. Jest na prawdę wesoło i dowcipnie, ale też ciepło i optymistycznie, czyli tak, jak powinno być w bożonarodzeniowych opowieściach. Połączenie pióra Magdaleny i Aleksandra to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Wybuchniecie na pewno- ze śmiechu :) Polecam :)

poniedziałek, 30 października 2017

Ciastko w wróżbą



Po sześciu latach Małgorzata Gutowska-Adamczyk wraca do Gutowa i zabiera nas w kolejną słodką podróż.  Kto nie zna wcześniejszych tomów rodzinnej sagi , nie musi koniecznie do nich wracać, choć są warte uwagi. Poznajemy ulubionych bohaterów dwadzieścia lat starszych. Helena i Waldemar Hryć mają już dorosłego syna, a córka Iga jest już dojrzałą kobietą. Jest 2016 rok i trwają właśnie dni Gutowa, podczas którego nadal odbywa się konkurs na najlepsze ciastko. Cukiernia pod Amorem, jako najlepsza w regionie, przystępuje do konkursu z bardzo oryginalnym produktem.  Młody Hryć-Zbyszek, od najmłodszych lat szkolony przez ojca do przejęcia firmy, przygotowuje kruche, niepozorne ciastko z wróżbą w środku. Pomysł okazuje się być strzałem w dziesiątkę, a wróżby sugestią do zmian, dla wszystkich, którzy je odkryli.  W miasteczku pojawia się wielu turystów, a wśród nich dwie intrygujące osobistości: Monika i Tessa. Obie panie, mając już blisko siedemdziesiąt lat, wspominają trudne dzieciństwo. Powracają do lat pięćdziesiątych. I od tej pory powieść toczy się dwutorowo. Taki sposób prowadzenia akcji Małgorzata Gutowska –Adamczyk opanowała do perfekcji.  Przeszłość przenika teraźniejszość i ją tłumaczy, rozjaśnia. Za każdym razem autorka doskonale oddaje obraz epoki, jej klimat. Wcześniej był to XIX wiek i okres przedwojenny, teraz poznajemy czas komuny . Do głosu dochodzą bohaterowie ledwie wspomniani w pierwszej części. Teraz to oni prowadzą narrację i są spadkobiercami tradycji. Tajemnicze zniknięcia, zagadkowe śmierci, skarby ukryte w piwnicach oraz niewyjaśnione sprawy sprzed lat pchają bohaterów do poszukiwania odpowiedzi w historii. Mają różne cele i priorytety, łączy ich Gutowo i przyległe wsie. Wracają, by znaleźć wytchnienie i odszukać zagubione elementy układanki. Bez tych ważnych fragmentów żaden z bohaterów nie może być sobą.  Książka kończy się szybko, bo to dopiero pierwsza część. Na kolejne tomy przyjdzie pewnie trochę poczekać. Z pewnością warto. Historia naprawdę wciąga. 
  
NOTA WYDAWCY:

 Sierpień 2016 roku. Trwają Dni Gutowa. W konkursie na Ciastko Roku bierze udział cukiernia Pod Amorem. Tym razem projektodawcą i autorem receptury jest Zbyszek, syn Waldemara Hrycia. Mimo wahań ze strony ojca to właśnie jego pomysłowe ciastko z wróżbą ma być wystawione do konkursu. Waldemar i Helena martwią się nie tylko o debiut zawodowy Zbyszka, lecz także o jego nowy związek z nieznaną dziewczyną.
Złymi przeczuciami napawa ich również zapowiedziana wizyta prawniczki z Nowego Jorku - Moniki Grochowskiej-Adams, zatrudnionej przez spadkobierców przedwojennych właścicieli cukierni. Podczas obchodów Monika Grochowska-Adams nieoczekiwanie spotyka dawną przyjaciółkę, Tessę Steinmeyer. Obie panie, dziś już pod siedemdziesiątkę, to kobiety sukcesu, wracają jednak tu, gdzie upłynęło ich dzieciństwo. To spotkanie nie jest przypadkowe. Tessa, poważnie chora, przyjeżdża do Gutowa, aby załatwić niedokończone przed laty sprawy…

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, jedna z najbardziej rozpoznawanych polskich autorek, z wykształcenia historyk teatru, zadebiutowała jako scenarzystka serialu „Tata, a Marcin powiedział…”. Jest autorką kilkunastu poczytnych powieści dla młodzieży i dorosłych, spośród których „13 Poprzeczna” zdobyła tytuł Książki Roku 2008. Trzytomową „Cukiernią Pod Amorem”, przedstawiającą losy Polski i Polaków na przestrzeni ponad stu lat, podbiła serca czytelników i rankingi sprzedaży. „Ciastko z wróżbą” to pierwsza z trzech powieści nowego cyklu „Cukierni Pod Amorem”, której pierwsze tomy sprzedane w czterystu tysiącach egzemplarzy uzyskały status bestsellerów. W dwóch planach czasowych: historycznym i współczesnym, będziemy śledzić losy znanych już i nowych bohaterów od 1945 roku do współczesności.
http://www.proszynski.pl/Cukiernia_Pod_Amorem__Ciastko_z_wrozba-p-35003-.html 

poniedziałek, 9 października 2017

Słodkie życie

Najnowsza powieść Krystyny Mirek "Słodkie życie" tylko z pozoru wydaje się cukierkowa i ckliwa. 
Bohaterką opowieści jest Kornelia Rudzka- trzydziestoletnia singielka, która nadal mieszka z rodzicami i zdaje się być całkowicie od nich zależna- szczególnie od nadopiekuńczej matki. Kornelia jest wykształcona i bystra, uczy fizyki i jest szanowaną nauczycielką, którą wszyscy obchodzą szerokim łukiem. Dziewczyna buduje wokół siebie mur nie do przebicia, innych ludzi traktuje z pogardą, rzadko się uśmiecha. Dlaczego? Kornelia nienawidzi siebie samej. Gdy czytamy jej wywody i zaczynamy patrzeć na świat jej oczyma, zauważamy jak samotna i nieszczęśliwa czuje się we własnym życiu. Kobieta od dzieciństwa zmaga się z nadwagą. Wielokrotnie była wyszydzana i wyśmiewana z powodu swojej tuszy. Uważa się za gorszą, brzydszą i nieciekawą. Nie chce nawiązywać kontaktów z ludźmi, ponieważ widzi w nich tylko potencjalnych szyderców. Skrycie marzy o wielkiej miłości, nie dając sobie jednak prawa do uczuć. Kornelia gardzi samą sobą, a jej negatywne nastawienia do świata daje się wyczuć w każdym słowie. Bohaterka ma obsesję na punkcie swojego wyglądu, kompulsywnie się objada, zwłaszcza słodyczami. Tylko cukier daje jej chwilową przyjemność, tylko wówczas czuje się dobrze. 
Problem, z którym boryka się Kornelia jest kalką rzeczywistości, w której żyjemy.  Kult ciała i młodości zbiera swoje żniwa w postaci kompleksów i zaniżonej samooceny u wielu kobiet. Bycie szczupłym i pięknym to ukoronowanie marzeń, to cel do którego się wytrwale dąży. Kornelia nie pasowała do tego modelu, dlatego uznała swoje życie za bezwartościowe. Do czasu, aż przekonała się jak łatwo może je stracić. 
Rutynowa wizyta u lekarza pociąga lawinę zdarzeń, które odmienią życie bohaterki. Wizja nieuleczalnej choroby zmusi Kornelię do działania. Nie może umrzeć, zanim zacznie żyć...Bohaterka postanawia dać sobie szansę na samodzielność. Wyprowadza się z domu, znajduje nowych przyjaciół i zaczyna mozolną walkę ze swymi słabościami. Nie jest łatwo...Każda trudna sytuacja, z którą trzeba się zmierzyć rodzi wiele pokus. I choć walka jest nie równa, Kornelia w końcu wygrywa. Powoli traci zbędne kilogramy, cieszy się nowym mieszkaniem, odnosi sukcesy zawodowe. Nie dopuszcza jednak myśli, że ktoś może ją pokochać. Batalia o własne serce jest najtrudniejsza...W końcu jednak życie układa się tak, jak Kornelia sobie wymarzyła. A cała jego słodycz nie ukrywa się w cukierkach, słodkich batonach i czekoladach, a w celebrowaniu codzienności, uśmiechu i bliskości. Szczęście tkwi w każdym z nas, trzeba je tylko umieć dostrzec. Czasem wystarczy zrobić tylko jeden mały krok...
Gorąco polecam.

czwartek, 5 października 2017

Ósmy cud świata

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz już za mną. Przeczytałam i cóż czuję pewien niedosyt...Chyba za szybko się skończyła :)

Bohaterką historii jest Anna-singielka, której ciąży samotność i która za wszelką cenę chce coś poczuć. Ania ma wszystko, czego mogłaby pragnąć kobieta. Jest samodzielna, odważna. Ma świetną pracę, mieszkanie, dużo podróżuje, zwiedza świat. Otacza się ludźmi, których lubi i którzy lubią ją. Czegoś jednak jej brak...Oczywiście miłości, która jak na złość omija ją szerokim łukiem. Anna jest perfekcjonistką, wszystkiemu poświęca się bez reszty. Jeśli pracuje, to na pełnych obrotach. Jeśli kocha, to z pasją. I właśnie pasji brak w jej relacjach z szefem, z którym łączy ją związek bez zobowiązań. Anna dusi się w tym związku, ale ciągle brak jej odwagi, aby go zakończyć. Boi się samotności i pustki, pragnąc bliskości i ciepła rodzinnego. Największym  jej marzeniem jest dziecko. Anna traci nadzieję, że kiedykolwiek zostanie matką, z zazdrością patrzy na uśmiechnięte ciężarne koleżanki. Pragnąc odmiany postanawia wybrać się w kolejną podróż. Wybór pada na Wietnam. Podczas długiego lotu poznaje Tomka, z którym spędzi kilka cudownych dni. Ot, wietnamski romans bez zobowiązań, który kończy się wraz z zakończeniem urlopu. Ale czy na pewno? I choć Ania zaprzecza uczuciom i stara się zagłuszyć rozgorączkowane myśli, w końcu kapituluje. Postanawia odnaleźć mężczyznę i zbudować z nim trwały związek. Zarówno dla Ani, jak i dla Tomka jest to wyzwanie i próba. Oboje muszą stawić czoła swoim demonom i przykrym doświadczeniom z wcześniejszych związków. Oczywiście im się to udaje, ponieważ Magdalena Witkiewicz jest specjalistką od happy endów :) A tytułowy "Ósmy cud świata" to ...A tego już wam nie zdradzę :) Przeczytajcie sami :)

czwartek, 28 września 2017

Ballada o ciotce Matyldzie

Spotkanie z Magdaleną Witkiewicz już za miesiąc ( 29 października ), dlatego chcąc jak najlepiej przygotować się do tej wizyty z upodobaniem rozczytuję się w jej powieściach. "Ballada o ciotce Matyldzie" to kolejna opowieść, która trafia na zaszczytną listę - ulubiona. Dlaczego ?
Autorka zaznacza, że przy tworzeniu historii inspirowała się piosenką grupy Pod Budą pod tym samym tytułem.

Piosenka jest bardzo klimatyczna, liryczna i pełna treści. Magdalenie Witkiewicz udało się zaczerpnąć z utworu to co najlepsze, a wokół tytułowej Matyldy zbudować ciekawą i zabawną historię. Ale po kolei...
Wszystko zaczęło od tego, że ciotka Matylda postanowiła umrzeć. Życie przestało ją już zaskakiwać i zwyczajnie się nim zmęczyła. Nie chcąc być nikomu zawadą, postanowiła zrobić miejsce młodszym i odejść tak, jak chciała, by patrzeć na wszystko z góry. Jej odchodzenie było bardzo świadome, zaplanowane i przygotowane. Jedyne co martwiło Matyldę, to przyszłość jej kochanej siostrzenicy Joanki, którą traktowała jak własną córkę. Joanka, sierota i wrażliwiec nie dawno wyszła za mąż i spodziewała się dziecka. Dziewczyna we wszystkich swych działaniach szukała wsparcia i akceptacji ze strony ukochanej ciotki. To właśnie ją najbardziej zabolała śmierć "pani starszej". Ale i to przewidziała nasza bohaterka, otaczając siostrzenicę opieką również zza światów. Po jej śmierci wychodzą na światło dzienne fakty dotąd Joance nie znane. Okazuje, że ciotka Matylda była udziałowcem w całkiem dochodowej firmie i pomogła dwóm niesfornym bliźniakom, którzy zaopiekują się Joanką i jej córką ( również Matyldą), gdy mąż stwierdzi, że bardziej ciągnie go do naukowych ekspedycji niż do rodzinnego domu. Joanka dzięki duchowemu wsparciu ciotki zawalczy o siebie i szczęście dziecka. I oczywiście jej się uda, bo z ciotką Matyldą się nie zadziera, nawet jak jest w niebie. 
Doskonale zachowana konwencja gatunku sprawia, że książkę czyta się po prostu z wielką przyjemnością. A jeśli czytanie poprzedzimy wsłuchaniem się w balladę Andrzeja Sikorowskiego, nie oderwiemy się od niej aż do ostatniego słowa. Polecam gorąco :)

poniedziałek, 25 września 2017

Jesienne lekturki

Co czytacie jesienią?
Nasza czytelniczka Agnieszka podzieliła się opiniami o kilku swoich ostatnich lekturach :)

Amanda Prowse "Trzy i pół sekundy"- piękna, emocjonalna  i poruszająca książka. Jest to opowieść o wielkiej miłości i szczęściu, ale też o ogromnym psychicznym cierpieniu, bólu. O życiu. Napisana pięknym językiem, trudno ubrać w słowa uczucia, które towarzyszą podczas lektury...
"Grace i Tom Penderford to zgodne i szczęśliwe małżeństwo, które prowadzi sielankowe życie na angielskiej prowincji, wychowując córeczkę Chloe. Mała dziewczynka jest ich oczkiem w głowie.
Wkrótce po trzecich urodzinach Chloe świat rodziny legnie w gruzach. Dziecko zapada nagle na sepsę, która na zawsze rozbija szczęśliwą rodzinę, odbierając rodzicom ukochaną córeczkę. Co trzy i pół sekundy podstępna choroba zabija jednego człowieka na świecie. Stojąc w obliczu niewyobrażalnej tragedii, Grace i Tom muszą nauczyć się radzić sobie z cierpieniem. Obydwoje za wszelką cenę będą starać się ocalić swoje serca i walczyć o wspólną przyszłość."(nota wydawcy)


"Światło nie może zgasnąć" Diane Chamberlain budzi kontrowersje i prowokuje dyskusje. Niebanalna fabuła, ciekawie zarysowane postacie powiązane ze sobą w osobliwy sposób, do tego nieoczekiwany zwrot akcji i dobre zakończenie czynią z niej interesującą opowieść. Powiedziałabym, że to zbeletryzowana psychologia oparta na starej prawdzie, że nie zawsze to, co dobre i piękne jest takim, jakim się wydaje, a ludzkie osobowości i motywy postępowania są bardzo skomplikowane.



Czy warto strzec tajemnic za wszelką cenę?
Czy zemsta przynosi ulgę?
Czy można wybaczyć zdradę?


Doktor Olivia Simon kończy właśnie dyżur na pogotowiu. Mąż czeka na nią ze świąteczną kolacją. Od miesięcy między nimi się nie układa. Ona stara się ratować swoje małżeństwo, ale Paul nie ukrywa swojej fascynacji artystką Annie O’Neill.

Olivię zatrzymuje jednak w pracy nagły przypadek. Kobieta postrzelona w klatkę piersiową, w której lekarka rozpoznaje piękną Annie O’Neill. Stan rannej jest krytyczny, dlatego Olivia decyduje się na natychmiastową operację. Mimo to Annie umiera. Czy Olivia zrobiła wszystko, by ją uratować? To pytanie zadaje jej Paul, obsesyjnie zakochany w Annie. O to zapyta ją także Alec O’Neill, który widział w Annie idealną żonę i matkę. A czy sama Olivia pewna jest odpowiedzi? Stara się podążać śladami swojej rywalki, by zrozumieć fascynację swojego męża. Annie dopiero po śmierci pozwala bliskim zrozumieć, jaka była naprawdę. Poznają jej pilnie strzeżone tajemnice, które odmienią ich życie na zawsze. ( nota wydawcy)


Patrząc na okładkę książki "W stronę marzeń" Zofii Ledwosińskiej pomyślałam sobie, że to będzie piękna i sentymentalna powieść, a jej czytanie będzie wspaniałym relaksem. Tymczasem - nic podobnego! Książka okazała się powieścią sensacyjną, dostarczającą wielu skrajnych emocji. Główna bohaterka-Danusia- w wyniku różnych splotów okoliczności staje się bardzo bogata, dysponuje niewyobrażalnym wprost majątkiem i władzą. Wydawać by się mogła, że to szczęście i spełnienie wszelkich marzeń. Ale ona wcale tego nie chce! Pragnie spokojnego życia wraz ze swymi dziećmi. Wszystkie jej działania prowadzą do tego, by to marzenie spełnić. A nie jest to łatwe.

W stronę marzeń to trzymająca w napięciu, pełna brawurowych zwrotów akcji opowieść, w której miłość i sprawiedliwość walczą z bezwzględną pazernością, a stawką jest ludzkie życie. 
Młoda Polka wyjeżdża z rodziną do USA. Na skutek tragicznych wydarzeń los obdarowuje ją wielką fortuną. Jednakże ogromne pieniądze przynoszą śmiertelne zagrożenie dla jej najbliższych. 
Ameryka. Dla wielu Polaków Ziemia Obiecana: przestrzeń, zachwycające krajobrazy, szybkie samochody, pieniądze i nieograniczone możliwości kariery – od pucybuta do milionera. Jaka będzie ta Ameryka dla Danusi – dziewczyny z polskiej prowincji? Czy „amerykański sen” nie okaże się jednym wielkim koszmarem? (nota wydawcy)